Moja pierwsza <poważniejsza> próba napisania czegoś na kształt opowiadania,może książki.Inspiracja przyszła nieoczekiwanie-"Wiedźmin".Nie wiem,co z tego będzie,będę publikować "porcjami",żeby się zmobilizować.Zobaczymy co z tego wyjdzie..Oczywiście od razu zastrzegam,ten twór nie będzie jedynym tematem na blogu.To do napisania ;>
Prolog
Dostałaś możliwość wyboru-ciągnął matowym głosem.-Przywilej,którego wielu z nas nigdy nie doświadczy.-Czułam wzbierającą złość,tylko złość,a może jeszcze coś innego?Czy to bezradność? Nie znałam tego uczucia,albo raczej nie dawałam mu do tej pory dojść do głosu,jednak teraz siedząc na niewygodnej sofie,nie miałam sił,by go w sobie zagłuszyć.
W mojej głowie biły się pytania,na które nie mogłam znaleźć odpowiedzi,przynajmniej teraz.Większość dotyczyła nie mojej przyszłości,ale zagadkowego opanowania człowieka odwróconego do mnie plecami,który spoglądał martwym wzrokiem na widok za oknem.Wydawał mi się taki obcy.
Mimo,że na mnie nie patrzył,czułam,że się domyśla,że powoli coś we mnie pęka.W głębi duszy łudziłam się,że to tylko moja wybujała wyobraźnia dyktuje mi takie przypuszczenia,w końcu żaden człowiek nie może czytać w myślach...Żaden człowiek?!
***
Pajęczyny oblepiły mi twarz.Nic dziwnego,w występie skalnym,w którym się ukryłam,mieszkało niewątpliwie wiele stworzeń.Jednak to było wówczas nieważne.Mój mózg był zajęty tylko rejestrowaniem wszystkich niepokojących dźwięków z otoczenia.Starałam się być cicho.Słyszałam kroki.Przystanął niedaleko.Wiedział,że jestem w pobliżu.Ruszył.Czułam jak szybko bije moje serce.Zbliżał się. Adrealina podskoczyła gwałtownie do góry,nie panowałam nad ręką,która odruchowo sięgnęła do prawej kieszeni,gdzie była moja ostatnia broń.
Broń?
Mały scyzoryk z wygrawerowanym napisem po łacinie,a w jego rękojeści eliksir-trucizna,przygotowana na specjalną okazję,jak się kiedyś ktoś wyraził.Kurczowo zacisnęłam na nim dłoń.Czekałam.Długo czekałam.Moja cierpliwość była wystawiona na próbę,ale nie mogłam wyjść zanim nie minie zagrożenie.Miałam świadomość ,że jak mnie dopadnie, nie stanę z nim do walki, bo po tym krótkim spotkaniu "twarzą w twarz"od razu wiedziałam,że jestem na straconej pozycji..Pozostawała jednak nadzieja.Jakaś wewnętrzna wola życia,wola walki z samą sobą o przetrwanie.
Przeszedł koło mnie,nawet się nie zatrzymując.Jego czarne buty mignęły mi przed oczami.Tylko one.Nie mogłam widzieć nic więcej,leżąc niemal przygnieciona do ziemi,z trudem utrzymując oddech.Oddalił się.Zaraz potem usłyszałam jakieś dźwięki penetrujące me uszy,coraz głośniej i głośniej.Chciałam wyjść.Wydostać się.Nie mogłam.Dźwięki dochodziły z zewnątrz,ale w dziurze,w której się znajdowałam,stawały się nie do zniesienia.Wibrowały coraz głośniej.Zamknęłam oczy licząc,że to pomoże.Nie pomogło.Spróbowałam wygramolić się ze swojej skrytki.Niczym w amoku wydostałam się na zewnątrz,pchnięta jakąś siłą. Rozglądnęłam się wokoło,nikogo nie było widać.Zaraz potem pod wpływem z oczu popłynęły mi łzy.A dźwięki dalej wyrastały niczym spod ziemi, do głębi mną wstrząsając.Coraz głośniej.Miałam ochotę uderzyć głową w kamienną ścianę,żeby tylko ich nie słyszeć.Nie musiałam.Ktoś mnie wyręczył.Nim zdążyłam go zobaczyć,poczułam tępy ból w okolicach potylicy i światło rażące mnie w oczy.Później tylko ciemność i cisza.Moje wybawienie.
Podoba mi się jak piszesz ;) Fajnie zaczęłaś od środka akcji, dzięki temu jest jeszcze ciekawsze. Jestem mile zaskoczona :**************
OdpowiedzUsuń