Zto bą
Mo gła bym
Tań czyć
Do ryt mu
Me lo dii
Gra nej
Przez Ser ce
Za ryt mią
U czuć.
W labiryncie myśli
Witam ;) Jestem Fosforanka,16 letnia małopolanka. Dziękuję za odwiedzenie bloga,proszę o cierpliwość,a zarazem zachęcam do komentowania :)
sobota, 15 kwietnia 2017
niedziela, 20 grudnia 2015
I rozpaczliwej niemocy otwierają się wrota...
Czy to początek końca mego żywota?
Kto pyta,ten błądzi w zawiłości życia,
gdzie odpowiada cisza,gdzie coś do ukrycia.
Między Scyllą a Charybdą zawisłem na krawędzi,
ruszyć się nie mogę,skakać-nie mam chęci..
Błagam...podaj rękę,wyrwij z ciągu zdarzeń,
(nie odgrzewaj tylko mych świeżych oparzeń)
Albo...puść.
Bym w odmęty krystalicznej wody zanurzył się,
łapczywie czerpiąc powietrze,trujące przecież mnie...
Chcę,nie chcę,chcę,nie chcę!
I ciało,jak statek opada na dno,
choć wrakiem człowieka od dawna byłem,
choć na mej drodze było ino zło..
I zgrozo! Nie żyjąc żyłem.
Umysł o końcu jest przekonany,
lecz w sercu widzę malutką iskrę,
nie! ogień! krzyczący "Nie jesteś przegrany"
Za późno.
Skoczyłem.
I jest zajebiście
w piekle 2.0 oczywiście.
Czy to początek końca mego żywota?
Kto pyta,ten błądzi w zawiłości życia,
gdzie odpowiada cisza,gdzie coś do ukrycia.
Między Scyllą a Charybdą zawisłem na krawędzi,
ruszyć się nie mogę,skakać-nie mam chęci..
Błagam...podaj rękę,wyrwij z ciągu zdarzeń,
(nie odgrzewaj tylko mych świeżych oparzeń)
Albo...puść.
Bym w odmęty krystalicznej wody zanurzył się,
łapczywie czerpiąc powietrze,trujące przecież mnie...
Chcę,nie chcę,chcę,nie chcę!
I ciało,jak statek opada na dno,
choć wrakiem człowieka od dawna byłem,
choć na mej drodze było ino zło..
I zgrozo! Nie żyjąc żyłem.
Umysł o końcu jest przekonany,
lecz w sercu widzę malutką iskrę,
nie! ogień! krzyczący "Nie jesteś przegrany"
Za późno.
Skoczyłem.
I jest zajebiście
w piekle 2.0 oczywiście.
niedziela, 31 maja 2015
Pamiętnik /1
Pewnie czytając te słowa,zastanawiasz się kim jestem,a jeśli wiesz ,to dedukujesz nad faktem,jakim cudem piszę pamiętnik,JA piszę pamiętnik!.
12.08.2014,wtorek
Drogi liściu,
Ten dzień mógł być moim dniem ostatnim.Minął rok,a ja dalej mam żywo w pamięci tamten wtorek.Zawsze uważałem na siebie.Starałem się unikać niebezpieczeństw.Po prostu.
Teraz siedzę w zaciszu swoich drewnianych ścian,starając się ułożyć w miarę składnie te słowa,by oddały to,co czuję.Swoją drogą jestem raczej typem samotnika,stronię od wszystkich jak mogę.Ciągle jawi mi się przed oczami śmierć mojej ukochanej z nogi jakiegoś wyrostka i pewnie dlatego noszę w sobie urazę... ,ale tego dnia jedna istota dała mi nadzieję,że ludzie nie muszą być źli.Że czarne(nie jestem rasistą) mówiąc dość absurdalnie może być białe.
Bylem głodny. Pamietam to dokładnie.Nie jadłem kilka dni,ledwo trzymalem się na nogach i ostatkiem sił wdrapywałem się po korze leżącej na ściółce,która zagradzała mi drogę.Niespodziewanie zawiał wiatr,niby tylko wiatr,a straciłem równowagę.Całe życie przeleciało mi przed oczami.Wiedziałem doskonale co oznacza zachwianie się,jakie mogą być konsekwencje.To działo się szybko.Podmuch.Ja się potknąłem.Uderzyłem o jakiś korzeń wystający z ziemi i wylądowałem na mchu,miękkim mchu.Lepsze to niż kamienie,ale oznaczało jedno.Śmierć.Powolną śmierć.
Byłem na plecach.Starałem się odwrócić machając nerwowo nóżkami i przeklinając w duszy naturę,że nie jestem pająkiem.Trwało to chyba godzinę.Poczułem drętwienie swoich małych kończyn,które jeszcze mimowolnie poruszały się w nadziei,że się podniosę.Świat zawirował mi w oczach,jakieś liście opadły tuż obok mnie.Gdzieś indziej usłyszałem śmiech jakiegoś chłopca.Czułem,że nic nie znaczę,że wszystko toczy się dalej,a to,że znajduję się w tak krytycznej sytuacji nie jest ważne.Nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Mijały godziny,będące wiecznością.Słońce niemiłosiernie świeciło prosto w moje oczy,a chmury płynęły po błękicie nieba.Swoją drogą nigdy nie miałem okazji zobaczyć słońca w pełnej okazałości.Teraz,gdy spoglądałem w górę,mogłem się nim nacieszyć.Ale co to za radość,gdy wiesz,że twe życie zbliża się nieubłaganie do kresu?Chociaż z drugiej strony,czy nie tego pragnąłem od czasu odejścia bliskiej mi istoty?
Trwałem w rozmyślaniach nad sensem swojej egzystencji,bo szans na ratunek nie było,gdy poczułem i usłyszałem czyjeś kroki.Ziemia cała dudniła.Serce mi zamarło.Nie wiedziałem,że chwila mojej śmierci nadejdzie tak szybko.Przeraziłem się,a umysł podsunął mi obrazy,które już widziałem,ale nie z tej perspektywy kiedyś.
Pamiętałem,jak Rada Sprawiedliwości wiele razy skazywała członków stowarzyszenia,którego nazwy wymienić nie mogę,na karę śmierci za różne przewinienia.I wyglądało to prawie zawsze tak samo.Skazańca skuwano,by nie mógł się ruszać i przenoszono na najczęściej używaną dróżkę w parku,którą zwykliśmy nazywać Aleją Potępionych.Jak można się domyślić,wycieczki,dzieci nie patrzące pod nogi,buty zgniatające z pozoru mocny pancerz,który kruszył się niczym szkło.Egzekucje na pokaz.Byłem wtedy zbyt mały,by ogarnąć o co w tym wszystkich chodzi.
Dlatego słysząc kroki,wymieszane z szumem drzew,śpiewem ptaków i własnym,bijącym głośno i szybko sercem,bylem bliski płaczu.Wewnętrznego płaczu,który rozrywał mnie od wewnątrz.Bo oczywiście łez nie mogłem uronić.Ktoś stanął tuż obok mnie,ale nie mogłem go zobaczyć,mając głowę skierowaną prosto.Słyszałem oddech.Spokojny oddech człowieka.Znieruchomiałem
-O mój drogi dziubdziusiu,żyjesz Ty? -dziewczyna o blond długich włosach pochylila się nade mną i poszturchała patyczkiem.Poczułem dreszcze.Drgnąłem.
-No jak tu się znalazłeś?-kontynuowała,myśląc chyba,że jej odpowiem.Ktoś woła niewyraźne imię .
-O muszę iść,a ty wstawaj i rusz dalej,bo w myśleniu Ci króciutkie życie przeleci.-podała mi patyczek.Z trudem go utrzymałem.Dziewczyna manipulowała nim próbując mi pomóc.Ułamek sekundy.Nie mogłem uwierzyć.Spadłem płasko na brzuch i z wrażenia stałem tak,patrząc na moją z pozoru głupiutką przyjaciółkę.Tak.Przyjaciółkę.Człowieka. Wiedziałem,że zapamiętam ten gest do końca swojego "króciutkiego życia" i żeby upamiętnić dziewczynkę,której imienia nie znałem,obiecałem sobie,że choćby nie wiem co,nigdy się nie poddam."wstawaj i rusz dalej".-te słowa dźwięczały mi w głowie i dźwięczą nadal.Znaczyły wiele,nie tylko wtedy.Później również dały mi siłę i nadzieję.
Widzę jak odchodzi szybkim,zdecydowanym krokiem.Jeszcze na chwilkę odwraca się,wlepiając oczy w ściółkę.Dużo czasu mija,gdy tracę ją całkowicie z oczu.Wpatruję się w jej malejącą sylwetkę i czuję osłabiającą senność i zmęczenie.Do mych uszu dochodzą jeszcze odgłosy,których nie pamięta się długo.Drapanie pazurków wiewiórki o korę,szum dębowych liści poruszanych lekkim wiatrem i oburzone skrzeczenie sroki.Mam to wszystko w pamięci i nie zapomnę.Obiecuję.
12.08.2014,wtorek
Drogi liściu,
Ten dzień mógł być moim dniem ostatnim.Minął rok,a ja dalej mam żywo w pamięci tamten wtorek.Zawsze uważałem na siebie.Starałem się unikać niebezpieczeństw.Po prostu.
Teraz siedzę w zaciszu swoich drewnianych ścian,starając się ułożyć w miarę składnie te słowa,by oddały to,co czuję.Swoją drogą jestem raczej typem samotnika,stronię od wszystkich jak mogę.Ciągle jawi mi się przed oczami śmierć mojej ukochanej z nogi jakiegoś wyrostka i pewnie dlatego noszę w sobie urazę... ,ale tego dnia jedna istota dała mi nadzieję,że ludzie nie muszą być źli.Że czarne(nie jestem rasistą) mówiąc dość absurdalnie może być białe.
Bylem głodny. Pamietam to dokładnie.Nie jadłem kilka dni,ledwo trzymalem się na nogach i ostatkiem sił wdrapywałem się po korze leżącej na ściółce,która zagradzała mi drogę.Niespodziewanie zawiał wiatr,niby tylko wiatr,a straciłem równowagę.Całe życie przeleciało mi przed oczami.Wiedziałem doskonale co oznacza zachwianie się,jakie mogą być konsekwencje.To działo się szybko.Podmuch.Ja się potknąłem.Uderzyłem o jakiś korzeń wystający z ziemi i wylądowałem na mchu,miękkim mchu.Lepsze to niż kamienie,ale oznaczało jedno.Śmierć.Powolną śmierć.
Byłem na plecach.Starałem się odwrócić machając nerwowo nóżkami i przeklinając w duszy naturę,że nie jestem pająkiem.Trwało to chyba godzinę.Poczułem drętwienie swoich małych kończyn,które jeszcze mimowolnie poruszały się w nadziei,że się podniosę.Świat zawirował mi w oczach,jakieś liście opadły tuż obok mnie.Gdzieś indziej usłyszałem śmiech jakiegoś chłopca.Czułem,że nic nie znaczę,że wszystko toczy się dalej,a to,że znajduję się w tak krytycznej sytuacji nie jest ważne.Nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Mijały godziny,będące wiecznością.Słońce niemiłosiernie świeciło prosto w moje oczy,a chmury płynęły po błękicie nieba.Swoją drogą nigdy nie miałem okazji zobaczyć słońca w pełnej okazałości.Teraz,gdy spoglądałem w górę,mogłem się nim nacieszyć.Ale co to za radość,gdy wiesz,że twe życie zbliża się nieubłaganie do kresu?Chociaż z drugiej strony,czy nie tego pragnąłem od czasu odejścia bliskiej mi istoty?
Trwałem w rozmyślaniach nad sensem swojej egzystencji,bo szans na ratunek nie było,gdy poczułem i usłyszałem czyjeś kroki.Ziemia cała dudniła.Serce mi zamarło.Nie wiedziałem,że chwila mojej śmierci nadejdzie tak szybko.Przeraziłem się,a umysł podsunął mi obrazy,które już widziałem,ale nie z tej perspektywy kiedyś.
Pamiętałem,jak Rada Sprawiedliwości wiele razy skazywała członków stowarzyszenia,którego nazwy wymienić nie mogę,na karę śmierci za różne przewinienia.I wyglądało to prawie zawsze tak samo.Skazańca skuwano,by nie mógł się ruszać i przenoszono na najczęściej używaną dróżkę w parku,którą zwykliśmy nazywać Aleją Potępionych.Jak można się domyślić,wycieczki,dzieci nie patrzące pod nogi,buty zgniatające z pozoru mocny pancerz,który kruszył się niczym szkło.Egzekucje na pokaz.Byłem wtedy zbyt mały,by ogarnąć o co w tym wszystkich chodzi.
Dlatego słysząc kroki,wymieszane z szumem drzew,śpiewem ptaków i własnym,bijącym głośno i szybko sercem,bylem bliski płaczu.Wewnętrznego płaczu,który rozrywał mnie od wewnątrz.Bo oczywiście łez nie mogłem uronić.Ktoś stanął tuż obok mnie,ale nie mogłem go zobaczyć,mając głowę skierowaną prosto.Słyszałem oddech.Spokojny oddech człowieka.Znieruchomiałem
-O mój drogi dziubdziusiu,żyjesz Ty? -dziewczyna o blond długich włosach pochylila się nade mną i poszturchała patyczkiem.Poczułem dreszcze.Drgnąłem.
-No jak tu się znalazłeś?-kontynuowała,myśląc chyba,że jej odpowiem.Ktoś woła niewyraźne imię .
-O muszę iść,a ty wstawaj i rusz dalej,bo w myśleniu Ci króciutkie życie przeleci.-podała mi patyczek.Z trudem go utrzymałem.Dziewczyna manipulowała nim próbując mi pomóc.Ułamek sekundy.Nie mogłem uwierzyć.Spadłem płasko na brzuch i z wrażenia stałem tak,patrząc na moją z pozoru głupiutką przyjaciółkę.Tak.Przyjaciółkę.Człowieka. Wiedziałem,że zapamiętam ten gest do końca swojego "króciutkiego życia" i żeby upamiętnić dziewczynkę,której imienia nie znałem,obiecałem sobie,że choćby nie wiem co,nigdy się nie poddam."wstawaj i rusz dalej".-te słowa dźwięczały mi w głowie i dźwięczą nadal.Znaczyły wiele,nie tylko wtedy.Później również dały mi siłę i nadzieję.
Widzę jak odchodzi szybkim,zdecydowanym krokiem.Jeszcze na chwilkę odwraca się,wlepiając oczy w ściółkę.Dużo czasu mija,gdy tracę ją całkowicie z oczu.Wpatruję się w jej malejącą sylwetkę i czuję osłabiającą senność i zmęczenie.Do mych uszu dochodzą jeszcze odgłosy,których nie pamięta się długo.Drapanie pazurków wiewiórki o korę,szum dębowych liści poruszanych lekkim wiatrem i oburzone skrzeczenie sroki.Mam to wszystko w pamięci i nie zapomnę.Obiecuję.
piątek, 1 maja 2015
Bum!
Post po miesiącu,to jest mistrzostwo <3 .. Niestety, stety nie jest to kontynuacja opowiadania,ale swego rodzaju krótka refleksja nad życiem(tak bardzo głębokie),zapowiedź brzmi cholernie poważnie,ale co tam
Nieświadomość
jak Kameleon
żyjesz upodabniając się do otoczenia
maska twoim znakiem rozpoznawczym
bo tak bezpieczniej
jak Ryba
pływasz w ławicy niesiony nurtem
oczekiwań innych
bo tak bezpieczniej
Odkryć twarz-pewna zguba
Popłynąć pod prąd-oczywiste szaleństwo
Nie możesz chcieć więcej,niż masz
Nie poznałeś niczego innego,co byłoby lepsze
A jeśli nawet,to
i tak się boisz podjęcia próby
obawiając się upadku z wysokiego piętra,gdzie inni nie śmią wjechać windą nawet.
Nieświadomy możliwości.
"Ignorancja bywa czasem błogosławieństwem"
ale czy warto?
Nieświadomość
jak Kameleon
żyjesz upodabniając się do otoczenia
maska twoim znakiem rozpoznawczym
bo tak bezpieczniej
jak Ryba
pływasz w ławicy niesiony nurtem
oczekiwań innych
bo tak bezpieczniej
Odkryć twarz-pewna zguba
Popłynąć pod prąd-oczywiste szaleństwo
Nie możesz chcieć więcej,niż masz
Nie poznałeś niczego innego,co byłoby lepsze
A jeśli nawet,to
i tak się boisz podjęcia próby
obawiając się upadku z wysokiego piętra,gdzie inni nie śmią wjechać windą nawet.
Nieświadomy możliwości.
"Ignorancja bywa czasem błogosławieństwem"
ale czy warto?
niedziela, 29 marca 2015
ciąg dalszy...
Nie wiem czy byłam zawiedziona czy szczęśliwa,że żyję.Miałam jednak świadomość,że to tylko kwestia czasu.Wystarczy sekunda niepewności.Mimo wszystko nie powinnam pozwolić sobie wtedy na słabość...jaką było kontynuowanie swojej egzystencji.
Leżałam na jakimś twardym materacu,chyba w drewnianej szopie,spętana prymitywnymi sznurkami,które zauważyłam też na drugim końcu tego "pomieszczenia".Nikogo nie było.Zastanawiałam się,czy ten ktoś wiedział kim jestem zostawiając mnie tu samą.A może krył się gdzieś tutaj czekając na moją reakcję? Rozglądając się powoli wokół,szukałam potencjalnych skrytek,ale żadnej ciekawej<jak dla mnie> nie znalazłam.Słońce przeniknęło przez szpary pomiędzy deskami i padło jasną smugą na moją twarz."Jest dzień"-tak bardzo odkrywcze.
Starałam się sprawiać wrażenie otępiałej,choć w rzeczywistości moje siły powróciły.Rzuciłam się z powrotem na materac symulując senność,a tak naprawdę zastanawiając się, o co tu chodzi.
-Jeszcze śpi.-usłyszałam słowa jakiegoś młodego mężczyzny.
-Jesteś pewna?-spytał nieznajomy mężczyzna.
-Nie kurwa,nie jestem!-powiedział dość głośno opanowanym,ale kipiącym złością głosem.
-Cicho,Sigrid.Jeszcze ją obudzisz.
-Środki trzymają ją już 2 dni.Swoją drogą a co jeśli coś jej się stanie?Przecież jest nam potrzebna.
-Do cholery,nie dramatyzuj,takie osoby jak ona mają nadzwyczajne zdolności do regeneracji.Zapomniałaś?
-Dobrze już,jedźmy do Viren,Albert popilnuje tych dwóch aniołków.
Sigrid?Wydawało mi się,że jest to imię żeńskie,gdzieś z okolic północnej Europy,ale najwidoczniej się myliłam.Zresztą która kobieta ma taki męski głos i wybuchowy charakter,jak zdążyłam zauważyć po krótkiej wymianie zdań.
Dwóch aniołków?Czy chodziło o mnie?Jeśli tak,to o kogo jeszcze?No i w końcu skąd wiedzą o moich zdolnościach,jeśli tak można nazwać lata praktyki?Wszystko było takie niejasne.Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w jaką grę się wplątałam i nie miałam pojęcia o jej zasadach w przeciwieństwie do innych graczy.
Leżałam więc zastanawiając się nad swoją sytuacją i obmyślając plan ucieczki,.Wbrew pozorom czułam się tu,w jakiejś starej szopie,głodna i nieświadoma do końca swojego położenia dziwnie bezpieczna.Z rozmowy wynikało,że nic złego nie zamierzają mi zrobić.Narazie.Chyba.
Leżałam na jakimś twardym materacu,chyba w drewnianej szopie,spętana prymitywnymi sznurkami,które zauważyłam też na drugim końcu tego "pomieszczenia".Nikogo nie było.Zastanawiałam się,czy ten ktoś wiedział kim jestem zostawiając mnie tu samą.A może krył się gdzieś tutaj czekając na moją reakcję? Rozglądając się powoli wokół,szukałam potencjalnych skrytek,ale żadnej ciekawej<jak dla mnie> nie znalazłam.Słońce przeniknęło przez szpary pomiędzy deskami i padło jasną smugą na moją twarz."Jest dzień"-tak bardzo odkrywcze.
Starałam się sprawiać wrażenie otępiałej,choć w rzeczywistości moje siły powróciły.Rzuciłam się z powrotem na materac symulując senność,a tak naprawdę zastanawiając się, o co tu chodzi.
-Jeszcze śpi.-usłyszałam słowa jakiegoś młodego mężczyzny.
-Jesteś pewna?-spytał nieznajomy mężczyzna.
-Nie kurwa,nie jestem!-powiedział dość głośno opanowanym,ale kipiącym złością głosem.
-Cicho,Sigrid.Jeszcze ją obudzisz.
-Środki trzymają ją już 2 dni.Swoją drogą a co jeśli coś jej się stanie?Przecież jest nam potrzebna.
-Do cholery,nie dramatyzuj,takie osoby jak ona mają nadzwyczajne zdolności do regeneracji.Zapomniałaś?
-Dobrze już,jedźmy do Viren,Albert popilnuje tych dwóch aniołków.
Sigrid?Wydawało mi się,że jest to imię żeńskie,gdzieś z okolic północnej Europy,ale najwidoczniej się myliłam.Zresztą która kobieta ma taki męski głos i wybuchowy charakter,jak zdążyłam zauważyć po krótkiej wymianie zdań.
Dwóch aniołków?Czy chodziło o mnie?Jeśli tak,to o kogo jeszcze?No i w końcu skąd wiedzą o moich zdolnościach,jeśli tak można nazwać lata praktyki?Wszystko było takie niejasne.Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w jaką grę się wplątałam i nie miałam pojęcia o jej zasadach w przeciwieństwie do innych graczy.
Leżałam więc zastanawiając się nad swoją sytuacją i obmyślając plan ucieczki,.Wbrew pozorom czułam się tu,w jakiejś starej szopie,głodna i nieświadoma do końca swojego położenia dziwnie bezpieczna.Z rozmowy wynikało,że nic złego nie zamierzają mi zrobić.Narazie.Chyba.
poniedziałek, 23 marca 2015
Bez tytułu..
Moja pierwsza <poważniejsza> próba napisania czegoś na kształt opowiadania,może książki.Inspiracja przyszła nieoczekiwanie-"Wiedźmin".Nie wiem,co z tego będzie,będę publikować "porcjami",żeby się zmobilizować.Zobaczymy co z tego wyjdzie..Oczywiście od razu zastrzegam,ten twór nie będzie jedynym tematem na blogu.To do napisania ;>
Prolog
Prolog
niedziela, 1 marca 2015
3..2..1.. START!
Zawsze marzyłam o swoim blogu,ale nigdy nie mogłam się zdecydować.W sumie dalej nie jestem pewna czy to dobry pomysł,ale mam nadzieję,że tak.
Może coś o sobie.. Jestem Fosforanka,16-letnia uczennica LO (biol-chem rządzi!) ;D
Mam dość różne zainteresowania i pasje,ale głównie z dziedziny sztuki,gram na pianinie,brzdąkam na gitarze,śpiewam(ale tylko gdy jestem sama xD),a przede wszystkim uwielbiam rysować.
W zasadzie myślałam o tym,żeby stworzyć blog właśnie o rysunku,zamieszczać swoje prace,tłumaczyć techniki,ale przeglądając blogi innych ludzi o tej samej tematyce,stwierdziłam,że zbyt wiele mi brakuje...
Toteż, więc ,a jednak ,pomimo będę tu poruszać różne aspekty życia mojego i nie tylko.
Może będę dzielić się swoimi przemyśleniami,a nóż widelec znajdą się osoby,które to zainteresuje.
Mam tyle planów,tyle pomysłów,tylko mało czasu...
Ale obiecuję,że postaram się prowadzić ten Mój Świat z wielkim oddaniem ;>.
Co więcej gadać? Na wstępie to tyle ':)
Pozdrawiam i miłego dnia.
Fosforanka ;*
Może coś o sobie.. Jestem Fosforanka,16-letnia uczennica LO (biol-chem rządzi!) ;D
Mam dość różne zainteresowania i pasje,ale głównie z dziedziny sztuki,gram na pianinie,brzdąkam na gitarze,śpiewam(ale tylko gdy jestem sama xD),a przede wszystkim uwielbiam rysować.
W zasadzie myślałam o tym,żeby stworzyć blog właśnie o rysunku,zamieszczać swoje prace,tłumaczyć techniki,ale przeglądając blogi innych ludzi o tej samej tematyce,stwierdziłam,że zbyt wiele mi brakuje...
Toteż, więc ,a jednak ,pomimo będę tu poruszać różne aspekty życia mojego i nie tylko.
Może będę dzielić się swoimi przemyśleniami,a nóż widelec znajdą się osoby,które to zainteresuje.
Mam tyle planów,tyle pomysłów,tylko mało czasu...
Ale obiecuję,że postaram się prowadzić ten Mój Świat z wielkim oddaniem ;>.
Co więcej gadać? Na wstępie to tyle ':)
Pozdrawiam i miłego dnia.
Fosforanka ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)