I rozpaczliwej niemocy otwierają się wrota...
Czy to początek końca mego żywota?
Kto pyta,ten błądzi w zawiłości życia,
gdzie odpowiada cisza,gdzie coś do ukrycia.
Między Scyllą a Charybdą zawisłem na krawędzi,
ruszyć się nie mogę,skakać-nie mam chęci..
Błagam...podaj rękę,wyrwij z ciągu zdarzeń,
(nie odgrzewaj tylko mych świeżych oparzeń)
Albo...puść.
Bym w odmęty krystalicznej wody zanurzył się,
łapczywie czerpiąc powietrze,trujące przecież mnie...
Chcę,nie chcę,chcę,nie chcę!
I ciało,jak statek opada na dno,
choć wrakiem człowieka od dawna byłem,
choć na mej drodze było ino zło..
I zgrozo! Nie żyjąc żyłem.
Umysł o końcu jest przekonany,
lecz w sercu widzę malutką iskrę,
nie! ogień! krzyczący "Nie jesteś przegrany"
Za późno.
Skoczyłem.
I jest zajebiście
w piekle 2.0 oczywiście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz