Pewnie czytając te słowa,zastanawiasz się kim jestem,a jeśli wiesz ,to dedukujesz nad faktem,jakim cudem piszę pamiętnik,JA piszę pamiętnik!.
12.08.2014,wtorek
Drogi liściu,
Ten dzień mógł być moim dniem ostatnim.Minął rok,a ja dalej mam żywo w pamięci tamten wtorek.Zawsze uważałem na siebie.Starałem się unikać niebezpieczeństw.Po prostu.
Teraz siedzę w zaciszu swoich drewnianych ścian,starając się ułożyć w miarę składnie te słowa,by oddały to,co czuję.Swoją drogą jestem raczej typem samotnika,stronię od wszystkich jak mogę.Ciągle jawi mi się przed oczami śmierć mojej ukochanej z nogi jakiegoś wyrostka i pewnie dlatego noszę w sobie urazę... ,ale tego dnia jedna istota dała mi nadzieję,że ludzie nie muszą być źli.Że czarne(nie jestem rasistą) mówiąc dość absurdalnie może być białe.
Bylem głodny. Pamietam to dokładnie.Nie jadłem kilka dni,ledwo trzymalem się na nogach i ostatkiem sił wdrapywałem się po korze leżącej na ściółce,która zagradzała mi drogę.Niespodziewanie zawiał wiatr,niby tylko wiatr,a straciłem równowagę.Całe życie przeleciało mi przed oczami.Wiedziałem doskonale co oznacza zachwianie się,jakie mogą być konsekwencje.To działo się szybko.Podmuch.Ja się potknąłem.Uderzyłem o jakiś korzeń wystający z ziemi i wylądowałem na mchu,miękkim mchu.Lepsze to niż kamienie,ale oznaczało jedno.Śmierć.Powolną śmierć.
Byłem na plecach.Starałem się odwrócić machając nerwowo nóżkami i przeklinając w duszy naturę,że nie jestem pająkiem.Trwało to chyba godzinę.Poczułem drętwienie swoich małych kończyn,które jeszcze mimowolnie poruszały się w nadziei,że się podniosę.Świat zawirował mi w oczach,jakieś liście opadły tuż obok mnie.Gdzieś indziej usłyszałem śmiech jakiegoś chłopca.Czułem,że nic nie znaczę,że wszystko toczy się dalej,a to,że znajduję się w tak krytycznej sytuacji nie jest ważne.Nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
Mijały godziny,będące wiecznością.Słońce niemiłosiernie świeciło prosto w moje oczy,a chmury płynęły po błękicie nieba.Swoją drogą nigdy nie miałem okazji zobaczyć słońca w pełnej okazałości.Teraz,gdy spoglądałem w górę,mogłem się nim nacieszyć.Ale co to za radość,gdy wiesz,że twe życie zbliża się nieubłaganie do kresu?Chociaż z drugiej strony,czy nie tego pragnąłem od czasu odejścia bliskiej mi istoty?
Trwałem w rozmyślaniach nad sensem swojej egzystencji,bo szans na ratunek nie było,gdy poczułem i usłyszałem czyjeś kroki.Ziemia cała dudniła.Serce mi zamarło.Nie wiedziałem,że chwila mojej śmierci nadejdzie tak szybko.Przeraziłem się,a umysł podsunął mi obrazy,które już widziałem,ale nie z tej perspektywy kiedyś.
Pamiętałem,jak Rada Sprawiedliwości wiele razy skazywała członków stowarzyszenia,którego nazwy wymienić nie mogę,na karę śmierci za różne przewinienia.I wyglądało to prawie zawsze tak samo.Skazańca skuwano,by nie mógł się ruszać i przenoszono na najczęściej używaną dróżkę w parku,którą zwykliśmy nazywać Aleją Potępionych.Jak można się domyślić,wycieczki,dzieci nie patrzące pod nogi,buty zgniatające z pozoru mocny pancerz,który kruszył się niczym szkło.Egzekucje na pokaz.Byłem wtedy zbyt mały,by ogarnąć o co w tym wszystkich chodzi.
Dlatego słysząc kroki,wymieszane z szumem drzew,śpiewem ptaków i własnym,bijącym głośno i szybko sercem,bylem bliski płaczu.Wewnętrznego płaczu,który rozrywał mnie od wewnątrz.Bo oczywiście łez nie mogłem uronić.Ktoś stanął tuż obok mnie,ale nie mogłem go zobaczyć,mając głowę skierowaną prosto.Słyszałem oddech.Spokojny oddech człowieka.Znieruchomiałem
-O mój drogi dziubdziusiu,żyjesz Ty? -dziewczyna o blond długich włosach pochylila się nade mną i poszturchała patyczkiem.Poczułem dreszcze.Drgnąłem.
-No jak tu się znalazłeś?-kontynuowała,myśląc chyba,że jej odpowiem.Ktoś woła niewyraźne imię .
-O muszę iść,a ty wstawaj i rusz dalej,bo w myśleniu Ci króciutkie życie przeleci.-podała mi patyczek.Z trudem go utrzymałem.Dziewczyna manipulowała nim próbując mi pomóc.Ułamek sekundy.Nie mogłem uwierzyć.Spadłem płasko na brzuch i z wrażenia stałem tak,patrząc na moją z pozoru głupiutką przyjaciółkę.Tak.Przyjaciółkę.Człowieka. Wiedziałem,że zapamiętam ten gest do końca swojego "króciutkiego życia" i żeby upamiętnić dziewczynkę,której imienia nie znałem,obiecałem sobie,że choćby nie wiem co,nigdy się nie poddam."wstawaj i rusz dalej".-te słowa dźwięczały mi w głowie i dźwięczą nadal.Znaczyły wiele,nie tylko wtedy.Później również dały mi siłę i nadzieję.
Widzę jak odchodzi szybkim,zdecydowanym krokiem.Jeszcze na chwilkę odwraca się,wlepiając oczy w ściółkę.Dużo czasu mija,gdy tracę ją całkowicie z oczu.Wpatruję się w jej malejącą sylwetkę i czuję osłabiającą senność i zmęczenie.Do mych uszu dochodzą jeszcze odgłosy,których nie pamięta się długo.Drapanie pazurków wiewiórki o korę,szum dębowych liści poruszanych lekkim wiatrem i oburzone skrzeczenie sroki.Mam to wszystko w pamięci i nie zapomnę.Obiecuję.
Witam ;) Jestem Fosforanka,16 letnia małopolanka. Dziękuję za odwiedzenie bloga,proszę o cierpliwość,a zarazem zachęcam do komentowania :)
niedziela, 31 maja 2015
piątek, 1 maja 2015
Bum!
Post po miesiącu,to jest mistrzostwo <3 .. Niestety, stety nie jest to kontynuacja opowiadania,ale swego rodzaju krótka refleksja nad życiem(tak bardzo głębokie),zapowiedź brzmi cholernie poważnie,ale co tam
Nieświadomość
jak Kameleon
żyjesz upodabniając się do otoczenia
maska twoim znakiem rozpoznawczym
bo tak bezpieczniej
jak Ryba
pływasz w ławicy niesiony nurtem
oczekiwań innych
bo tak bezpieczniej
Odkryć twarz-pewna zguba
Popłynąć pod prąd-oczywiste szaleństwo
Nie możesz chcieć więcej,niż masz
Nie poznałeś niczego innego,co byłoby lepsze
A jeśli nawet,to
i tak się boisz podjęcia próby
obawiając się upadku z wysokiego piętra,gdzie inni nie śmią wjechać windą nawet.
Nieświadomy możliwości.
"Ignorancja bywa czasem błogosławieństwem"
ale czy warto?
Nieświadomość
jak Kameleon
żyjesz upodabniając się do otoczenia
maska twoim znakiem rozpoznawczym
bo tak bezpieczniej
jak Ryba
pływasz w ławicy niesiony nurtem
oczekiwań innych
bo tak bezpieczniej
Odkryć twarz-pewna zguba
Popłynąć pod prąd-oczywiste szaleństwo
Nie możesz chcieć więcej,niż masz
Nie poznałeś niczego innego,co byłoby lepsze
A jeśli nawet,to
i tak się boisz podjęcia próby
obawiając się upadku z wysokiego piętra,gdzie inni nie śmią wjechać windą nawet.
Nieświadomy możliwości.
"Ignorancja bywa czasem błogosławieństwem"
ale czy warto?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)